#LudzieDucati - Monika Marin

10/06/2019

Marka Ducati jest tak samo wyjątkowa, jak wyjątkowi są ludzie z nią związani. Dlatego chcemy, abyście bliżej ich poznali. Cykl przedstawiający ciekawe osobowości Ducatisti rozpocznie Monika Marin - w latach 1994-1998 zawodniczka w Wyścigowych Motocyklowych Mistrzostwach Polski, a obecnie autorka znanej trylogii dla młodzieży i oczywiście... miłośniczka Ducati! Zapraszamy do lektury naszej krótkiej rozmowy. 

#LudzieDucati - Monika Marin

Jak trafiłaś do świata wyścigów motocyklowych?
Stare dzieje, bo był to rok 1994. Miałam już spore doświadczenie w jeździe motocyklem, bo byłam po dwóch dużych wyprawach po Europie i Afryce Północnej podczas których motocykl prowadziłam sama. Na tor trafiłam przypadkiem, z grupą ciekawskich przyjaciół i wtedy jeszcze nie sądziłam, że coś z tego wyniknie. Skoncentrowana na podróżach myślałam bardziej o tym, aby zacząć pisać artykuły albo książki podróżnicze oparte na moich doświadczeniach. Ale przejechałam się kilka razy po torze i złapałam takiego bakcyla, że spędziłam na MMP 4 sezony.



Twoje największe osiągnięcie w wyścigach to….
Po wielomiesięcznych ćwiczeniach usłanych niejedną porażką (w klasie SPORT pow. 600 ccm)  pewnego dnia przyjechałam w czołówce i wtedy zaczęła się moja dobra passa. Ale najważniejszy był dla mnie wyścig, który odbył się 24 maja 1997 roku. Zajęłam wtedy 4 miejsce pokonując kilkunastu bardzo dobrych zawodników, którzy stawiali sobie za punkt honoru, aby kobieta nie jechała przed nimi. To była ostra ale uczciwa walka, podczas której wykręciłam najlepszy wynik czasowy w moim życiu, którego nigdy później już nie powtórzyłam. 

Co doradziłabyś kobietom, które chciałyby rozpocząć swoją przygodę na torze?
Mieć głowę na karku, dobrze przygotowany motocykl, bezpieczny kombinezon i kask, dużo czasu oraz dobrego mechanika. Nie myśleć, że kobieta ma trudniej, a jeśli ktoś tak twierdzi - to nie wierzyć mu, bowiem pewien kobiecy aspekt podczas startów może być całkiem przydatny. Pamiętam, że podczas gdy inni zawodnicy "odchudzali" swoje motocykle aby zyskiwać na przyspieszeniach i hamowaniach, ja - mając drobniejszą budowę i ważąc mniej od mężczyzn nie martwiłam się tak bardzo o masę motocykl - kierowca.



Czego nauczyła cię jazda na torze? 
Jazda na torze wymaga umiejętności podejmowania błyskawicznych i jednocześnie dobrych decyzji oraz odpowiedzialności. Wyścigi nauczyły mnie więc koncentracji na celu, precyzji, szybkiego "przeskakiwania" z tzw. normalnego życia do świata ogromnego skupienia, gdzie jeden mały błąd można przypłacić życiem. Nauczyły mnie też…nie przejmowania się opiniami niedowiarków, którzy twierdzą, że kobieta na torze to może być, ale wtedy gdy trzyma parasolkę innemu zawodnikowi. Jak te wszystkie cechy przełożyły się na moje późniejsze życie? Na przykład w sytuacji zagrożenia, podczas gdy inni zazwyczaj doznają paniki i często działają chaotycznie - ja błyskawicznie działam znajdując rozwiązanie. Mam dystans do pędzącego świata i informacyjnego szumu z którego potrafię wyłowić to, co jest ważne dla mnie. Tego co się dzieje poza torem nigdy nie traktowałam jak wyścigu, ale potrafię omijać tych, którzy nic do mojego życia nie wnoszą.



Z obserwacji Twoich profili w mediach społecznościowych widać, że dużo czasu poświęcasz pisaniu. Skąd się u Ciebie ta pasja i gdzie w tym wszystkim czas na motocykle?
Pięć lat zajęło mi tworzenie trylogii przygodowej dla młodzieży pt."Kroniki Saltamontes", która ma 1200 stron. Ale pisanie książek nie wzięło się znikąd. Już w trakcie brania udziału w MMP oraz wiele lat później pracowałam jako dziennikarka prasowa. Pisanie więc przychodzi mi z łatwością, ale pewnego dnia postanowiłam, że napiszę coś większego, książkę, która nie zniknie niczym artykuły, które się czyta a potem często o nich zapomina. Książkę, która będzie inna, intrygująca, po którą będą sięgały kolejne pokolenia nastolatków. I tak też się stało. Tematyka ukierunkowana na tolerancję i świadomość,  podoba się ludziom, którzy od walki wolą dialog. Dziś trylogia omawiana jest w polskich i polonijnych szkołach, a moje spotkania z czytelnikami odbywają się od Krakowa po Paryż. Na spotkaniach autorskich nigdy nie ukrywałam mojej motocyklowej pasji pokazując młodzieży, że pisarz niekoniecznie musi spędzać swoje życie w czterech ścianach. 

Tak więc, jeśli chodzi o znalezienie czasu na motocykle - to po prostu czas musi się znaleźć i już!

Dlaczego wybrałaś markę Ducati i dlaczego akurat model Diavel?
Prawda jest taka, że od lat szukałam motocykla w którym się zakocham. Lecz za każdym razem, gdy jakiś model bardzo mi się podobał, to był...prawie idealny. A jak wiemy: „prawie” robi wielką różnicę. Bo gdzież znaleźć motocykl jednocześnie szybki, wygodny, piękny, nietypowy, elegancki, oraz mający „to coś”? Wprawdzie swoją przygodę z wyścigami skończyłam dawno temu, ale sentyment do szybkich maszyn mi pozostał. Szukałam więc motocykla z dużą liczbą koni i dobrym przyspieszeniem, chociaż niekoniecznie stricte sportowego, zakładając, że nie będę nim się ścigać ani po torze wyścigowym ani po ulicach. Ktoś zapyta zatem, po co tyle koni? Po prostu, po kilku latach spędzonych na torze wyścigowym, sama świadomość, że motocykl ma sportowy charakter bardzo poprawia mi humor. To nie koniec. Lubię podróżować, więc motocykl miał być również wygodny. No i co tu dużo mówić: koniecznie piękny. Aż nadszedł ten dzień, gdy pewnego dnia nie mogłam oderwać wzroku od czegoś, co nie przypominało żadnego motocykla jaki widziałam do tej pory. Już sam jego wygląd zapiera dech, ale Diavel Carbon, oprócz intrygującego image ma również bardzo dużo do powiedzenia. Ten motocykl jeździ tak, jak wygląda. Po pierwsze ma potężny silnik Testastretta o poj. 1198 ccm, dysponujący mocą 162 KM i niebagatelnym momentem obrotowym na poziomie 127,5 Nm. Diavel przyspiesza od 0 do 100 km/h w czasie 2,8 sekundy. Łączy w sobie muskularną sylwetkę z włoską elegancją i wyrafinowanym głosem, który jednych drażni, ale dla innych brzmi jak symfonia. Doskonale sprawdza się w trasie. Pewnego dnia przejechałam nim ponad 500 km i pozycja mnie nie zmęczyła, gdyż siedzi się na nim jak na wygodnej kanapie. I jeszcze jedno: przy moich 168 cm wzrostu ważną dla mnie cechą było to, że wysokość siedzenia ma 770 mm. Motocykl ten jest więc dedykowany nie tylko dla wysokiego kierowcy.

Gdzie można cię spotkać na Diavelu?
Każdy wolny czas poświęcam podróżom. Jeśli nie jest to akurat zima, to bardzo chętnie podróżuję motocyklem. Moim ulubionym kierunkiem jest południowa Europa, więc kto wie? Może niedługo spotkamy się gdzieś we Włoszech, na Malcie lub w Grecji i wypijemy razem kawę?

Dziękujemy za rozmowę i serdecznie zapraszamy wszystkich do śledzenia oficjalnego profilu Moniki Marin, na którym relacjonuje swoją działalność pisarską. 







 

23/08/2019

Statystyki Ducati przed Grand Prix Wielkiej Brytanii

19/08/2019

Testy konsumenckie Panigale V4 S

15/08/2019

Grand Prix Czech w obiektywie fana Ducati