AF Racing Team z międzynarodowymi tytułami!

04/10/2019

Znakomicie zakończyli sezon zawodnicy AF Racing Ducati Toruń Team. Robinn Kraaikamp zwyciężył w całym cyklu Alpe Adria Cup, Maciej Ukleja w tej serii był trzeci, Marko Jerman uplasował się tuż za podium w klasie w Superbike, a Daniel Bukowski błysnął formą w „superstockach”.

AF Racing Team z międzynarodowymi tytułami!

Ostatnia runda Mistrzostw i Pucharu Europy Środkowej „Alpe Adria” odbyła się w czeskim Moście. Wśród szerokiego grona uczestników było czterech zawodników AF Racing Ducati Toruń Teamu. Przed tą odsłoną rywalizacji było jasne, że aż trzech z nich, Robin Kraaikamp, Maciej Ukleja i Marko Jerman, ma szanse na końcowe podia cyklu. Ponadto na zawody w Czechach po kilkumiesięcznej przerwie w startach powrócił Daniel Bukowski.

Swoje zadanie kapitalnie wypełnił walczący o mistrzostwo Alpe Adria Cup w klasie 1000 Robin Kraaikamp. Co prawda tuż przed ostatnią rundą sezonu był on liderem klasyfikacji generalnej, jednakże jego przewaga nad najgroźniejszym z rywali była na tyle mała, iż było jasne, że konkurenta trzeba będzie pokonać w przynajmniej jednym z dwóch wyścigów. Robin swoje zadanie wypełnił z nawiązką. Zaczął od triumfu w sesji kwalifikacyjnej. W pierwszym wyścigu wygrał i było wiadomo, że jest już bardzo tytułu. Trzeba jednak było postawić kropkę nad „i”. W drugim wyścigu dojechał do mety na trzeciej pozycji, jednakże wicelider serii pechowo nie ukończył tego startu. Tym samym stało się jasne, że reprezentant AF Racing został mistrzem całego cyklu.



Stres przed tym startem był, ale na całe szczęście na tyle udało się go opanować, że nie przeszkodził mi w walce na torze – mówi świeżo upieczony czempion Alpe Adria Cup. - Zwłaszcza w pierwszym wyścigu było gorąco. Wówczas sprawa tytułu była jeszcze w pełni otwarta. Mój główny rywal był na prowadzeniu. Ja naciskałem na Jarka, to z lewej, to z prawej. Pewnym momencie chyba udało mi się go trochę przechytrzyć, co wpłynęło na końcowy wynik rywalizacji. Zamarkowałem przed łukiem atak, on nie chciał odpuścić i nieco przestrzelił zakręt, co pozwoliło mi na objęcie prowadzenia, które udało się utrzymać już do końca tego wyścigu. Bardzo cieszę się też z wyniku Maćka. Gdy dowiedziałem się, że on także stanie na podium kończącym cały sezon, to moja radość była podwójna. Cechą, która niewątpliwe wyróżnia nasz zespół jest niezwykła atmosfera w nim panująca. Razem cieszymy się ze zwycięstw, razem przeżywamy porażki, nawzajem bardzo się wzajemnie wspieramy i motywujemy do walki.

Do ciekawe, takiego zakończenia sezonu nie spodziewał się nawet sam Maciej Ukleja. O tym, że rywalizację w Alpe Adria Cup zakończył na trzecim miejscu w „generalce” dowiedział się, gdy wezwano go z namiotu, ażeby wspólnie z Robinem stanął na podium.

To dla nas wszystkich było zaskakujące, gdyż przed tą rundą wydawało się, że szansę na pierwszą trójkę całego sezonu są w tym przypadku może jeszcze nie czysto teoretyczne, ale naprawdę małe – stwierdza Dariusz Małkiewicz, szef zespołu. - Maciek jednak na ten tytuł II-wicemistrza niewątpliwe zasłużył. Nie startował we wszystkich rundach sezonu, ale wtedy gdy jechał, to pokazywał na co go stać, zwłaszcza podczas przedostatnich zawodów, w Chorwacji.

Niestety, tym razem nie poszczęściło się trzeciemu z jeźdźców AF Racing. Marko Jerman ostatecznie uplasował się tuż za podium, na czwartym miejscu w klasyfikacji generalnej „królewskiej” klasy Superbike.



Wpływ na to miało kilka czynnikówanalizuje Dariusz Małkiewicz. - Po pierwsze, w ramach tej rundy mieliśmy bardzo małą ilość wolnych treningów, co z kolei przełożyło się na to, że nie do końca wstrzeliliśmy się z ustawieniami. Druga istotna kwestia, Marko chyba zaczął liczyć punkty, kalkulować, wiedział, że te trzecie miejsce na koniec sezonu jest już naprawdę blisko. Przez to w jego poczynania na torze wkradło się trochę za dużo stresu, nerwowości. On jest świetnym zawodnikiem, więc umiejętności bynajmniej mu nie zabrakło. Zadecydował w zasadzie pierwszy wyścig, który bardzo źle się dla nas poukładał. Ostatecznie Marko dojechał do mety na 12. pozycji i stało się jasne, że w drugim wszystko musimy postawić na jedną kartę. Taki styl jazdy i te wspominane ustawienia sprawiły, że pod koniec wyścigu jemu naprawdę już brakowało przyczepności. Niewątpliwie zrobił co mógł, walczył, ale tego dnia to już jednak nie wystarczyło. My bynajmniej z tego powodu nie rozpaczamy, bo te czwarte miejsce na zakończenie sezonu w tak silnie obsadzonej klasie, w której ścigają się najlepsi zawodnicy ze sporej części Europy, to niewątpliwie świetny wynik, tym bardziej, że był to dopiero nasz pierwszy sezon na tym motocyklu. My przez te kilka miesięcy ciągle się go uczyliśmy. To z pewnością jeszcze bardziej zaprocentuje w kolejnym sezonie, o którym już w tym momencie myślimy. Marko z pewnością następny rok będzie z nami, bo już jesteśmy dogadani. Wracając jeszcze do jego występu w Moście, oczywiście, cieszylibyśmy się z tego trzeciego miejsca, jednakże uczciwie trzeba przyznać, że gdyby udało się Marko wskoczyć na te „pudło” to byłby to spory fart. Ogólnie jednak w kontekście całego sezonu chyba jednak na nie jeszcze nie zasłużyliśmy. My nie chcemy wygrywać przez jakieś zbiegi okoliczności, problemy i nieobecność rywali. Może uda się za rok? Kto wie? Co do reszty chłopaków, to z ich postawy też jestem bardzo zadowolony. O Maćku już wspominaliśmy, ale rzecz jasna niezwykle cieszą sukcesy Robina i nie chodzi tu tylko o sam ten tytuł, ale duże słowa uznania należą mu się także za to, że w tak trudnym momencie zniósł tę presję. Również Daniel Bukowski zaprezentował naprawdę dobrą formę po tak długiej przerwie. W pierwszym wyścigu jechał jeszcze trochę sztywno, ale w drugim było już niewątpliwie dobrze.

Popularny „Buła”, który tym razem startował w mistrzostwach w prestiżowej klasie Superstock 1000, zaczął od dziewiątego miejsca w kwalifikacjach. Tę samą lokatę zajął w pierwszym z wyścigów. W drugim dotarł do mety na wysokim, piątym miejscu.

Poczułem ten ogień, tak jak kiedyś – podkreśla Daniel Bukowski. - Szkoda, że to wszystko tak szybko się skończyło, bo z wielką przyjemnością przejechałbym jeszcze z kilka wyścigów więcej. Ten start dał mi bardzo dużo frajdy. Kilka miesięcy przerwy sprawiły, że głód jazdy po torze był bardzo duży. Mówiąc w przenośni, przez ten czas może trochę się zakurzyłem, ale widać, że bynajmniej nie zardzewiałem. Jeszcze sobota była dla mnie trochę frustrująca. Ciężko to szło, nie jechało mi się dobrze. To był dla mnie taki wyścig na przetrwanie. Po części wynikało to też pewnie z małej ilości wolnych treningów, które mieliśmy przed zawodami. Potrzebowałem trochę okrążeń, żeby się „wjeździć”. Już niedziela była naprawdę dobra. Poczułem się dużo pewniej na motocyklu, złapałem odpowiedni rytm, energię, czucie maszyny. To przełożyło się na te dobre miejsce, choć z pewnością mogłoby być jeszcze lepiej, gdybym przed tym startem mógł jeszcze więcej pojeździć. W drugim wyścigu niemal z każdym kolejnym okrążeniem było coraz lepiej. Wystarczy tutaj nadmienić, że najlepszy czas „best lap” w trakcie całego tego weekendu uzyskałem bodajże na przedostatnim kółku i to pomimo już bardzo znacznego zużycia opon.

Co do przyszłego sezonu to „Buła” jeszcze nie chce składać żadnych konkretnych deklaracji. Zapewnia jednak o jednym.

Chciałbym się ścigać – mówi z uśmiechem. - Zapału, werwy z całą pewnością mi nie brakuje, a co do formy, to jestem przekonany, że może być jeszcze lepsza. Jeśli tylko potrenuję, to stać mnie będzie na jeszcze więcej. Plany na przyszły sezon z całą pewnością jednak będą zależały głównie od budżetu. Jeśli znajdą się odpowiednie środki, wsparcie sponsorów, to na pewno chciałbym jeszcze powalczyć o wysokie  cele.




 

26/11/2019

Polska premiera Streetfighter V4 oraz Panigale V2

21/11/2019

Test Ducati Panigale V2 - wideo miesięcznika Świat Motocykli

19/11/2019

Ducati Multistrada z gwarancją na lata!